CHANGE AHEAD

Nigdy nie sądziłam, że jedna osoba może aż tak zmienić mój pogląd na świat. Nigdy nie sądziłam, że jedna osoba, może wywołać we mnie tak skrajnie pozytywne emocje. Nigdy nie sądziłam, że spotkam w  życiu tak bratnią duszę, że nawet zwykła rozmowa z rana może mi tak poprawić humor na cały dzień. Nigdy nie sądziłam, że jestem w stanie tak przywiązać się do jednej osoby.

Zmieniam swój pogląd na pewne sprawy. Przestaję patrzeć na swoje życie w taki sposób, że coś jest moją winą. Zawsze wina leży po obu stronach. Nigdy nie jest tak, że wszystko działa tylko w jedna stronę… Nie wiem jak to się dzieje, że po kilku dniach rozmów, jestem w stanie aż tak zmienić swoje (prawie) wszystkie przekonania.

 

Nigdy nie czułam się silniejsza niż dzisiaj. 

Dziękuję. 

Czasem chciałabym być egoistką…

Nie mam planu na swoje życie. Nie potrafię sobie wyobrazić siebie za 5 lub 10 lat. Nie umiem usiąść na chwile sama ze sobą i się zastanowić czego chce i gdzie chce być za kilka lat. Nie chodzi o to, ze nie mam czasu. Wydaje mi się, ze mam go za mało. Nie widzę tego, ze w przeciągu kilku godzin jestem w stanie na spokojnie sobie usiąść i pomyśleć. Jak wiem, ze idę do pracy za 6h to uważam, ze już nic nie zrobię. Ze muszę sobie odpocząć, żeby potem jakoś przetrwać cały dzień.

Mam super prace. Pracuje z ludźmi, ta praca nie jest zbyt trudna, tylko trzeba umieć słuchać. Ale ja już nie mam na to siły. Nie mam weny już do tego, żeby słuchać ludzi. Nie mam satysfakcji z tego, ze coś z kimś robię. Tak naprawdę, nie obchodzi mnie to, co inni maja do powiedzenia. Boli mnie to, ze ja sama stoję w miejscu i nie rozwijam się już. Nie dlatego, ze brak mi wiedzy. Brak mi rozmowy z kimś na podobnym poziomie. Językowym i intelektualnym. Na tematy, z których prowadzę lekcje. Po prostu.

Myślisz o swojej przyszłości? Jasne, ze nie. Wyjebane mam w nią. Carpe diem. Chuj tam. Nie potrafię sobie wyobrazić siebie w mojej pracy za kilka lat. W sumie nie. Potrafię. Ale chyba nie chce. Meczy mnie chodzenie do mojej pracy, wiem, że jutro muszę iść. Nie chce. Czasem sobie życzę, aby coś mi się stało w drodze do pracy żebym nie musiała tam przychodzić. Nie chodzi o klientów, ale bardziej o atmosferę między współpracownikami i o samo szefostwo. Wszystko, co ja sugeruje, jest do bani. Najlepiej się dostosować i słuchać. Ale jak nie wyjdziesz z własna inicjatywa, jesteś chuja wart.
Jak widzisz siebie za 10 lat?
Widzę siebie jako osobę po studiach. Dwa kierunki. Jeden mgr przed nazwiskiem. Mieszkanie? Samochód? Mąż? A praca? Nie wiem. Praca… jestem miękka pizda. Zostanę pewnie u siebie i nadal bede narzekać na to, co się tam dzieje. Ambicje? Miałam je kiedyś. Gdzieś zniknęły. Miałam je jeszcze jakieś dwa lata temu. Czy to jakiś znak? Jakieś powiązanie? Zmiany są dobre, tak? Ale najgorsza walka, to walka samej z sobą. A jeśli zostanie żal i smutek do końca życia? A może wręcz przeciwnie? Ale czy warto ryzykować? Przecież i tak nigdzie nie znajdę pracy, jak już to w sklepie na kasie. Do niczego innego się nie nadaje i powinnam się cieszyć i doceniać szanse, która dostałam.

Tak jeszcze myślałam kilka tygodni temu. Teraz? Szczerze przyznaje przed sobą, ze chyba jestem jebnięta skoro tego nie doceniam i się z tego nie cieszę. Tylu ludzi oddałoby swoją robotę za taka, która mam ja. Wiec, co jest ze mną nie tak? Dlaczego jest mi tak Chujowo i nie widzę tego, ze ta praca jest łatwa? Tylko trzeba przestać myśleć… czyżby bolał mnie brak zaufania do mojej osoby? A może nie powinnam się dziwić? Może po prostu to jest żal, że wszystkim wszystko tak łatwo przychodzi a ja znowu muszę zapierdalać. Inni maja łatwiej? Czy ja nie widzę tego, jak codziennie walczą o swój standard i swoje życie. Nie zasługuje na taka prace? Czy może oni przez takie traktowanie mnie, nie powinni mnie tam trzymać?

Jestem słaba, że tam jestem, czy po prostu nie chce nikogo zawieźć a zawodzę tylko sama siebie. Nikt inny nie cierpi, tylko ja. Dlaczego egoizm jest łatwiejszy? Dlaczego ja taka nie potrafię być…

Historia lubi się powtarzać

Znowu jest tak, jak było. Niby jesteś, a jednak Cię nie ma. Mówisz mi, że to ja Ci nie daję bliskości ani zainteresowania. Ja odczuwam to z Twojej strony. Jak dzwonię i nie odbierasz, to nigdy nie oddzwaniasz. Jak na Ciebie czekam, zawsze są koledzy. Jak jesteśmy umówieni i siedzimy razem, zawsze jest ktoś i coś…

Ludzie uczą się na błędach w momencie, kiedy wiedzą, że je popełniają. Obawiałam się, że tak się to skończy, ale w głębi duszy, miałam nadzieję, że jednak przesadzam. Że powinnam bardziej zaufać. To mnie dalej utwierdza w przekonaniu (a raczej, znowu!), że tak naprawdę, ludzie się nie zmieniają. Ludzie wiedzą, że błędy trzeba naprawiać, ale tylko w momencie, kiedy są świadomi, że je popełniają.

Przykład. Jest mężczyzna. Miał ciężkie dzieciństwo, ojciec się nad nim znęcał. Obiecał sobie, że nigdy nie uderzy kobiety. Był idealny. Po ślubie, wszystko się zmieniło. Zaczął pić, bo jednak pojawiły się problemy. Wydatki, dziecko, praca na dwa etaty… Jego żona go prosiła, żeby przestał. A on? Podniósł na nią rękę. Nie widział w tym nic złego, bo tak został wychowany. Takie rzeczy mu wpojono już za dziecka, więc wiedział, że tak nie powinno być, jednocześnie nie znał innego życia, niż w domu pełnym przemocy. Tak się u niego w domu rozwiązywało problemy. Nie znał innego rozwiązania, więc dopuścił się tego czynu.

Przykład stereotypowy i bardzo oklepany. Nie mówię, że zawsze tak jest. Ale w momencie, kiedy człowiek jest świadomy popełnianego błędu, jest mu łatwiej go naprawić. Jest ciężko, ale się stara bo mu zależy.

Skoro ja się nie staram już walczyć o pierwszeństwo, to znaczy, że przestało mi zależeć? Czy może przestałam Ci wierzyć?

Think Big and Kick Ass- D.J. Trump

Zadaj sobie pytanie, co robisz dzisiaj aby osiągnąć swój cel, albo spełnić swoje marzenia jutro.

Staram się mówić o swoich marzeniach coraz częściej. Przestaję się bać mówić o tym, czego chcę i czego pragnę. Zaczynam się przełamywać, by mówić o tym, co jest dla mnie ważne, i o czym nigdy wcześniej nie mówiłam. Nie wiem od czego to zależy.

Zawsze wszyscy się śmiali z moich marzeń, że chcę coś zmienić, że moją pasją jest pisanie, że uwielbiam się uczyć, że chcę pojechać na stopa… Zawsze wszyscy mówili, że jestem nienormalna. Zamiast zmieniać zdanie, postanowiłam zmienić otoczenie. A raczej wrócić do mojego starego.

Jeśli chce się coś osiągnąć, trzeba obracać się wśród ludzi, którzy Cię szanują i starają się zrozumieć Twoją postawę. Szczególnie w momencie, gdzie w ogóle jej nie popierają.

Więc dlaczego jest tak, że ludzie się boją? Boją się biec do celu i starać się spełniać swoje marzenia? Mam wrażenie, że w tych czasach spełnianie swoich marzeń jest, albo tak płytkie, albo tak rzadkie, że ludzie, którzy to robią, są postrzegani jako wielcy ludzie. Dlaczego cały czas mamy coś robić, pod innych ludzi? Dlaczego tak bardzo się boimy zmian i dążenia do swojego szczęścia? Boimy się porażki? I tak już gorzej być nie może, skoro jesteśmy zgorzkniali i nieempatyczni.

You have to think anyway, so why not think big?

 

Czas jest pojęciem względnym

Coraz częściej czuję się pewna siebie. Coraz częściej nie potrzebuję nikogo, aby widzieć w sobie to, co jest dobre i w czym jestem dobra. Coraz częściej dostrzegam ból w ludziach i darzę ich empatią. Coraz częściej zastanawiam się nie nad tym, co mogę w sobie zmienić, ale nad tym, co tak naprawdę w sobie lubię. Coraz częściej staram się to rozwijać w sobie. Coraz częściej przyłapuję się na tym, że nie potrzebuję pewnych osób do szczęścia. Coraz częściej zaczyna mi brakować spontaniczności i polotu między nami. Coraz częściej zauważam, że stawiam sobie konkretne priorytety. Coraz rzadziej widzę przyszłość i coraz rzadziej skupiam się na przeszłości.

Ostatnio spędzam sporo czasu na czytaniu wszelkiego rodzaju coachowego gunwa, które poprawia mi moją pewność siebie i pewność w podejmowaniu decyzji. Robię małe kroczki ale zbliżam się, do tej pewności 8/10. Zawsze uważałam, że wszystkie teksty typu „carpe diem”, „nie skupiaj się na tym, co było czy będzie, ale na tym co jest” etc. są niepotrzebne, bo przecież to jest logiczne.

Pogląd się zmienia w momencie, kiedy starasz się stosować do tego, o czym jest mowa. To już nie jest takie proste i logiczne. Jak przecież można żyć, nie czekając na coś. Zawsze na coś czekamy. Na jutro, na koniec dnia, na weekend, na przyszłe wakacje … Ale nigdy nie potrafimy się skupić na tym co jest. Nigdy nie potrafimy zobaczyć ile możemy wycisnąć z aktualnej sytuacji. Biegniemy, co chwilę sprawdzamy czas, nie zatrzymujemy się nawet na chwilę, bo przecież nie ma na to czasu. Nie ma czasu, żeby się zatrzymać na kilka sekund, pozbierać myśli i biec dalej. Nawet na tak krótką czynność nie mamy czasu. Przez co robimy się zgorzkniali. Nie widzimy tego, jak inni cierpią, zazdrościmy tym, którzy się cieszą i mają z pozoru dobre życie. Nie chcemy się wtrącać w niczyje życie, bo przecież to jest dobre. Tak być powinno. Ludzie nas proszą o pomoc codziennie. A my tego nie chcemy widzieć, albo jesteśmy już tak zabiegani, że tego nie widzimy. Co sprawia, że staje się to jeszcze bardziej przykre.

Jedyne co mi chodzi ostatnio po głowie, to wyjść z domu, pojechać stopem gdziekolwiek. Zobaczyć cokolwiek. Wyrwać się stąd. Sama, albo z Tobą. Wszystko mi już jedno.

Ale przecież nie mam czasu…

I kinda miss ya

Czasami trochę tęsknię. Coraz częściej przyłapuję się na tym, że biorą mnie wspominki o Tobie. Może to dlatego, że niedługo będzie rok. 

Czasami trochę tęsknię, za Twoim częstym paleniem, częstym denerwowaniem się, ale również częstym śmianiem się ze mną, czy ze mnie. Zawsze jak mnie widziałeś, dużo się uśmiechałeś, mimo, że już pod koniec był to uśmiech przez łzy. Czasami trochę tęsknię za tym, jak ze mną rozmawiałeś, jak byłeś za mną w każdej sytuacji, jak mnie przepraszałeś i jak bardzo moja mama Cię lubiła. 

Czasami trochę tęsknię za tymi rozmowami o gównie, za śmieszkowaniem, za rozkminianiem wszystkiego i niczego. Za uczeniem się razem, za tym, że robiłeś dla mnie wszystko, co mogłeś, bylebym tylko była uśmiechnięta. O! Pamiętam jak raz chciałam sobie zagrać w simsy i powiedziałeś, że mi ściągniesz u siebie na komputer i będę sobie mogła grać, a Ty możesz robić coś innego. I pamiętam też, jak bardzo się cieszyłeś kiedy kupiłeś sobie płytę „Hollywood Undead”. Pamiętam też jak bardzo się martwiłam, kiedy wysłałeś mi zdjęcie swojego auta, które spłonęło. Na nieszczęście, z tą płytą. 

Czasami trochę tęsknie za Tobą. Za Twoim szerokim uśmiechem i niebieskimi oczyma. 

Jednocześnie jest mi tak bardzo ciężko Cię przeprosić, bo wiesz jaka jestem. Tak bardzo ciężko mi napisać do Ciebie, bo nie wiem czy powinnam. Jednak wiem, że zawsze mogę. Ale chyba nie chcę, bo nie chcę Cię ranić. Tak bardzo mi ciężko, że Cię potraktowałam w ten a nie inny sposób, natomiast, jak to kiedyś powiedziałeś, wystarczy być w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Bardzo żałuję tego, że tak było. 

Czasami trochę mi tęskno za Tobą. 

Zacznijcie widzieć, a przestańcie patrzeć.

Ostatnio, po kilkutygodniowej przerwie, spotkałam się z moim dobrym kolegą ze studiów. Jak zawsze trochę popłynęliśmy z rozmową i zaczęliśmy się zastanawiać, dokąd te życie biegnie, Jak to jest możliwe, że w przeciągu tych kilku dekad, kontakty międzyludzkie są przesiąknięte taką nienawiścią.

Codziennie widujemy nowe osoby, które mają własną historię, własną przeszłość, swoje upodobania. Często jest tak, że denerwujemy się na kogoś, bo nie zachowuje się tak, jak nam by się to podobało. Często oceniamy innych, mówiąc jednocześnie, że sami nie lubimy być przez nich oceniani, bo przecież nas nie znają i nie wiedzą jacy my jesteśmy. Dlaczego więc zachowujemy się dokładnie tak samo jak oni ?

Odpowiedź jest dosyć prosta. Jesteśmy hipokrytami. Żądamy od innych ludzi, aby nas nie oceniali, w momencie, kiedy sami to robimy. Przychodzi moment w życiu, kiedy człowiek jest już tak przesiąknięty tą nienawiścią, że jest zaślepiony i nieszczęśliwy. Tylko człowiek dobry, może czuć się szczęśliwy. Powiedziałeś swojemu kumplowi, że jest beznadziejny, bo szuka wymówki żeby się z Tobą nie napić? A może dowiedział się, że go żona zdradziła z jego własnym bratem, Widzisz tamtą babcię, która karci młodsze pokolenie, że nie pozwalają się jej zdrzemnąć o 18 po południu? Pewnie uważasz, że jest stara i zmierzła. Ona po prostu nie potrafi spać w nocy, bo straciła swojego męża, w którym miała zawsze największe wsparcie i szczęście. Mówisz, że jest krzykliwa, bo nigdy nie miała dzieci, więc teraz musi się wyżyć? Ona po prostu nigdy nie mogła mieć dzieci, bo stan jej zdrowia na to nie pozwalały. O ! A tamten chłopak? Mówisz, że słucha dziwnej muzyki, która Tobie nie podchodzi. Jest przywalony i nie rozmawia z nikim. Dziwak. Prawdą jest, że kilka miesięcy wcześniej jego dziewczyna się powiesiła, bo nie potrafiła sobie poradzić z sytuacją w domu, gdzie jej ojciec ją molestował. Dla tego „dziwaka” ona była najwspanialszą osobą na świecie, miłością jego życia i nie potrafi sobie wybaczyć tego, że nie zdołał jej pomóc. Zostawiła mu jedynie list, w którym przepraszała, a jednocześnie dziękowała. Przychodząc wieczorem do sklepu widzisz starszego mężczyznę, który o 21:30 robi zakupy, które może zrobić rano. Czekasz 15minut do kasy, spieszysz się bo znajomi na Ciebie czekają. Przeklinasz go w duchu, że przecież może to zrobić wcześniej. I tak jest na emeryturze, więc ma cały dzień wolny. Natomiast, nie bierzesz pod uwagę tego, że cały dzień opiekuje się swoją niepełnosprawną żoną, która została potrącona przez pijanego mężczyznę. Wychodzi z domu na chwilę, kiedy jego córka kończy pracę i jest w stanie się zaopiekować matką przez kilkanaście minut. Dlaczego ona nie zrobi zakupów? Pracuje po 12h dziennie, ledwo stać ją na to, aby zapewnić swoim dzieciom dobre życie. Pod koniec miesiąca nie stać już ją nawet na chleb. Czuje się winna, że nie może inaczej pomóc rodzicom. Niestety w momencie, kiedy powiadomiła swojego partnera o ciąży, on wyjechał z kraju, zmienił numer telefonu i nie ma możliwości kontaktu z nim. A no i pamiętasz tego bezdomnego, śpiącego w parku, z którego się śmiałeś? Wylądował na bruku w momencie, kiedy wyrzucili go ze studiów. Rodzice, kiedy się dowiedzieli, powiedzieli, że ma sobie znaleźć mieszkanie i pracę. Wyrzucili go z domu. Nigdzie nie chcieli go zatrudnić, bo zawsze cały swój czas pakował w naukę. Poznał dziewczynę, która mu pomogła. Kilka miesięcy później, ona zmarła przy porodzie. Nie przeżyła ani ona, ani dziecko, Załamał się, rodzice nie chcieli mu pomóc. Zabrali mu mieszkanie i wszystko co miał. Teraz stara się wyjść na prostą, ale ośrodki dla bezdomnych są przepełnione. W lecie może spać na ławce, bo są ludzie w gorszej sytuacji, i odstępuje im miejsca w ośrodku.

Kiedy widzisz kogoś, kogo zaraz ocenisz, zastanów się dwa razy, ile musiał przejść aby być w tym miejscu, w którym jest w tym momencie. Ile sił, łez i zmagań z samym sobą go kosztowało, żeby być teraz takim człowiekiem jakim jest.

Nie chcesz być oceniany? Sam nie oceniaj, a zacznij widzieć historię w ludziach.

egoizm wrodzony

Przez cały ten czas, w tle słysząc Twój głos, patrzyłam w lustro.

Oceniałam siebie.

Jak wyglądam.

Jak się uśmiecham.

Docierało do mnie, dlaczego nie lubię swojego ciała.

I nie rozumiałam dlaczego podobam się komuś innemu.

Starałam się rozgryźć, dlaczego aż tak bardzo siebie nie lubię.

Patrzyłam w lustro i naprawdę chciałam siebie polubić.

Chciałam zobaczyć te iskry w oczach, które są inteligentne i odzwierciedlają dobrą duszę.

Ten szczery uśmiech. 

Prawie mi się udawało zobaczyć piękno w sobie, które emanuje na zewnątrz.

Ale gdy już byłam prawie u celu, zawsze słyszałam te dwa słowa padające z Twoich ust:

Narcyz i egoistka.

 

Uświadamiało mi to, że nie mam prawa siebie lubić, bo przecież jestem zniszczona.

W środku i na zewnątrz. 

Porzućmy przeszłość daleko za sobą

Powoli się ogarniamy, z tym co jest między nami i z nami. Powoli docieramy do jakiegoś celu. Powoli stajemy się na nowo szczęśliwi. Powoli zdobywamy to, na czym nam zależy.

Ale nasze drogi znowu się rozchodzą i znowu jesteśmy wystawiani na próbę.

Wiesz, że dostałam możliwość pracy w Londynie. Nie jest to jakaś praca marzeń, ale wiesz, że zawsze marzyłam o tym, żeby pracować za granicą. Teraz to się stało. Mam tę możliwość. Mogę spróbować jak to jest mieszkać w wielkim mieście, jak to jest porozumiewać się z ludźmi w nie ojczystym języku, jak to jest poznawać innych ludzi i nową kulturę. Wiesz, że to jest moje marzenie. Wiesz, że za rok chcę wylecieć do Stanów.

Jeśli teraz przetrwamy te moje marzenia, później już będzie nam lepiej. Ja osiągnę to, co będę chciała i Ty również. Szkoda tylko, że to nie są nasze wspólne marzenia. A nawet jeśli są, to i tak nie możemy ich razem spełnić przez Twoją pracę czy moje zarobki.

Jest tylko jedno „ale”. Dopóki nie zakopiemy przeszłości i nie będziemy brnąć w przyszłość i skupiać się na teraźniejszości, niczego nie osiągniemy. Wiem, że są rzeczy bardziej i mniej przychylne, które stały się w zeszłym roku, natomiast nie można tego roztrząsać. Inaczej będziemy stać w miejscu, albo, co gorsze, cofać się. Musimy nauczyć się, że mamy swoją przeszłość ale możliwe, że wspólną przyszłość. Musimy nauczyć się, że to co się stało się nie odstanie, a roztrząsanie tego, nic nie da.

Często jest tak, że przez przeszłość ludzie oceniają nas tak, jak nie powinni. Z jednej strony jest to niesprawiedliwe, bo przecież nie znają nas całe życie, nie wiedzą co przeszliśmy i z czym musieliśmy się zmagać aby być w miejscu, w którym jesteśmy. Z drugiej strony, mówią o nas tak, i poznają i oceniają nas na tyle, na ile my samy im pozwolimy. Jeśli pozwolisz komuś wejść za bardzo w swoje życie, musisz być świadomy tego, że wkrótce może to wykorzystać, często przeciwko Tobie. Dlaczego? Bo ludzie są mściwi. Rzadko kiedy jedna osoba szczerze cieszy się szczęściem drugiej osoby. Mówisz mi, że tak nie jest? Że akurat TY nie jesteś taką osobą? To powiedz mi, tu i teraz, ile jest osób, z których szczęścia cieszysz się najbardziej. 2, 3, 4? I kto to jest? Twój jedyny najlepszy przyjaciel? Twoja rodzina? Porównaj to teraz z ilością ludzi jaką znasz. Więc właśnie. Nie mówię, że każdy taki jest. Tak jak mówię, każdy z nas jest na tyle indywidualny, na ile jest w stanie sobie pozwolić, natomiast z reguły mamy w dupie to co robi ktoś inny, albo nie jesteśmy szczerze szczęśliwi z ich osiągnięć, bo czujemy coś w stylu złości, zirytowania i zazdrości. Mogę się mylić. nikt nie twierdzi, że muszę być rację. Ale najgorsze jest to, że w większości przypadków, się nie mylę. Młodzi ludzie już przestają tacy być, ale też nie wszyscy.

Co z tego, ze Ty masz mało? Ważne, żeby inni mieli mniej od Ciebie albo tyle samo. NIGDY WIĘCEJ.